Jaka jest geneza tak nietypowej pasji u Pana? Jak się zaczęła Pana miłość do wiekowych traktorów?

Kiedy miałem około 10 lat, czyli około 1965 roku, w gospodarstwie mojego ojca, a później w sąsiednich gospodarstwach w naszej wsi, pojawił się pierwszy traktor – Ursus C-325. I jak to z nowoczesnymi rzeczami bywa, ojciec miał kłopoty z jego obsługą – myślę, że miał pewne obawy, by niczego w nim nie popsuć. A ja – ciekawy świata – metodą prób i błędów szybko odkrywałem, do czego służą poszczególne przełączniki i jak wyposażenie tego traktora działa. W efekcie ojciec ciągle mnie wołał, abym go uczył obsługiwać tę maszynę. Podobnie było w przypadku awarii – ponieważ byłem niezwykle uparty, to „grzebałem” w traktorze tak długo, aż udało mi się go naprawić. Moje zamiłowanie do majsterkowania przy traktorach szybko rozeszło się po okolicy i niedługo również inni gospodarze przyjeżdżali do mnie z prośbą o pomoc w obsłudze czy naprawie traktorów. Byłem wtedy niezwykle dumny, że dorośli ludzie zwracają się do mnie – dzieciaka – z prośbą o pomoc. Myślę, że to właśnie wtedy zaszczepiła się we mnie ta miłość do traktorów.

W latach 70-tych zacząłem zbierać stare, popsute i niekompletne traktory, a następnie je naprawiałem. Dawałem im nowe życie. Brakujące części często wyszukiwałem na złomie lub po prostu odkupywałem bądź wymieniałem z innymi rolnikami. Kolekcja szybko się rozrastała – oprócz wspomnianego Ursusa C-325 po ojcu, w moich zbiorach pojawił się również Ursus C-45. Obecnie posiadam 71 odrestaurowanych traktorów, 140 motorów czekających na renowację, a także wiele starych samochodów i rowerów.

W jakich warunkach przechowuje Pan swoje zbiory i ile miejsca one zajmują?

W 1997 roku wykupiłem tereny po dawnym PGR-ze. Obecnie teren ten jest moim wielkim warsztatem, a odrestaurowane traktory – moje perełki – przechowuję w garażach i w stodołach na terenie mojego gospodarstwa.

Który eksponat w Pana zbiorach ma największą wartość rynkową, a który jest najcenniejszy dla Pana?

Największą wartość rynkową ma Ursus C-45 z roku 1948. Również dla mnie jest on najcenniejszym zbiorem, gdyż najczęściej z niego korzystam – to właśnie nim, a także zrobioną przeze mnie cygańską przyczepą wożę dzieci i dorosłych podczas przejażdżek organizowanych na przeróżnych imprezach, festynach czy zabawach. Cieszę się, gdy słyszę, jak wielu starszych ludzi jeszcze pamięta te maszyny z czasów, gdy sami z nich korzystali – do dziś z wielkim sentymentem wspominają prace polowe z udziałem tego typu sprzętu w gospodarstwach swoich rodziców. Dla dzieci natomiast takie przejażdżki to coś zupełnie nowego, nieznanego. Możliwość obcowania z takim leciwym i zabytkowym pojazdem sprawia im wielką frajdę.

Czy dostrzega Pan wzrost zainteresowania retro rolnictwem w Polsce, szczególnie u najmłodszego pokolenia?

Będąc od lat w tym temacie, mogę z całą stanowczością powiedzieć, że z roku na rok zainteresowanie starymi traktorami i maszynami rolniczymi rośnie. Coraz częściej proszony jestem o zorganizowanie takiej przejażdżki zabytkowym traktorem. Coraz popularniejsze stają się także prezentacje funkcjonalności tych maszyn – wtedy pokazuję, jak na tym sprzęcie pracowali nasi ojcowie. Mogę nieskromnie powiedzieć, że zainteresowanie moją kolekcją jest tak duże, że biorę czynny udział we właściwie każdej większej imprezie w mieście – czy to koncerty charytatywne, Dzień Dziecka, jarmarki czy targi. Oczywiście również w trakcie dożynek organizuje dzieciom i dorosłym atrakcje.

Czy istnieją w Polsce stowarzyszenia lub kluby grupujące takich fascynatów retro rolnictwa jak Pan?

Tak. Jedynym tego typu stowarzyszeniem w Polsce jest Klub Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych „Traktor i Maszyna” im. Jerzego Samelczaka z siedzibą w Lipnie koło Leszna. Jestem wiceprezesem tego Klubu. Po liczbie członków należących do naszej grupy również można wywnioskować, że zainteresowanie tym tematem w Polsce jest coraz większe – obecnie w naszym Klubie mamy już ponad 200 członków, a dużą ich grupę stanowią ludzie młodzi, co może cieszyć szczególnie.

Wzrost zainteresowania starymi traktorami u ludzi młodych można zaobserwować na zlotach, pokazach, w czasie których to młodzi ludzie najczęściej zadają pytania, chcą dotknąć, czy zrobić sobie zdjęcie.

Tak duże zainteresowanie tematem z pewnością jest wystarczającym bodźcem do organizacji cyklicznych zlotów. Jak to wygląda u Państwa?

Mamy tradycję, że zawsze w ostatnim tygodniu sierpnia organizujemy taki zlot w miejscowości Wilkowice. Liczba odwiedzających nas co roku gości oscyluje wokół 20 tys., natomiast liczba wystawców – zarówno samych traktorów, jak i innego sprzętu rolniczego – przekracza 200. W tym roku spotykamy się w dniach 21-22 sierpnia. Bardzo serdecznie wszystkich zapraszam – atrakcji, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, z pewnością nie zabraknie!