Współcześnie większość naszego społeczeństwa nie ma bezpośredniego kontaktu 
z produkcją rolniczą jedynie z okien samochodów 
w trakcie wypadów za miasto obserwuje na polach rozsiewacze nawozów mineralnych oraz opryskiwacze wykonujące zabiegi ochrony i nawożenia. Tak postrzegana produkcja roślinna w naszym społeczeństwie daleko odbiega od utrwalonego stereotypu. Większość naszego społeczeństwa przeniosło się do miast w ostatnich kilkudziesięciu latach i ma przyswojony z dzieciństwa lub wakacji u dziadków, obraz polskiej wsi z mozaiką pól, ukwiecone makami i chabrami 
pola zbóż, mechaniczne odchwaszczanie buraków cukrowych i ziemniaków oraz obecne w każdym gospodarstwie zwierzęta hodowlane. Dla większości jedyną znaną formą nawożenia było nawożenie organiczne obornikiem. Ten uproszczony 
i zabarwiony emocjami stereotypowy obraz tradycyjnego rolnictwa wywołuje wśród konsumentów, odczucia, że współczesne rolnictwo wykorzystujące znaczne ilości nawozów mineralnych, syntetyczne środki ochrony roślin jak również nowoczesne metody hodowli nowych odmian z wykorzystaniem manipulacji genetycznych roślin, jest „gwałtem” na naturze. Anthony Trewavas
w 2001 roku artykule opublikowa-
nym w Nature1 określił to zjawisko jako „mieszczańskie mity o organicznym rolnictwie”. Pierwszą ofiarą silnej presji społecznej było wycofanie DDT, pod wpływem książki Racheal 
Carlson „Milczącą wiosną” opublikowanej w 1962 roku. Publikacja ta 
w znacznym stopniu oprócz uświadomienia konieczności analiz oddziaływania środków ochrony roś-
lin, przyczyniła się zdaniem wielu do większej liczby ofiar niż Hitler i Stalin (Marcin Rotkiewicz, Polityka, 2.10.2012).

Również od czasu wydania tej książki obserwujemy nasilającą się chemofobię, która
wyraża się brakiem akceptacji 
dla syntetycznych pestycydów 
oraz nawozów mineralnych. Tak utrwalane w społeczeństwie poglądy wywołują zwrot  konsumentów w kierunku naturalnej żywności produkowanej bez „chemii”. Żywność taka uważana jest za żywość ekologiczną i absolutnie bezpieczną w przeciwieństwie do produktów rolnych pochodzących z intensywnej produkcji. Stereotyp tradycyjnego i organicznego rolnictwa jako zgodnego z naturą jest chwytliwym hasłem wykorzystywanym zarówno przez starające się o poklask gwiazdy show-biznesu jak i wielu polityków, wbrew racjonalnym dowodom badań naukowych. Na postawione pytanie czy prowadzona zgodnie z zasadami 
dobrej praktyki intensywna produkcja żywności korzystająca z syntetycznych środków ochrony roślin, nawo
zów mineralnych oraz modyfikowanych genetycznie odmian jest bezpieczne – współczesna nauka odpowia
da twierdząco. 

Po pierwsze wykorzystywane współcześnie środki ochrony roślin w znacznej mierze są analogami naturalnych substancji chemicznych. Stosowane pestycydy poddawane są wnikliwym  badaniom i wszelkie dotychczas stasowane środki, których oddziaływanie wzbudzało zastrzeżenia, są sukcesywnie wycofywane z użycia. Warto zauważyć opracowanie z roku 2000 dotyczące wpływu naturalnych 
i syntetycznych substancji w żywności badaczy z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Bruce Ames i Louis Gold stwierdzili, że nawet kilkanaście tysięcy naturalnych substancji występujących 
w żywności to naturalne pestycydy, których ilości są w wielu przypadkach nawet kilka tysięcy razy większe niż pestycydów syntetycznych. Wiele 
z tych naturalnych substancji jest potencjalnie równie rakotwórczych, jak te sztuczne. Dzięki stosowaniu środków ochrony roślin praktycznie zniknęło szereg chorób związanych z zatruciami wywołanymi przez naturalne toksyny produkowane przez patogeniczne dla roślin grzyby. Fungicydy wyeliminowały z żywności silnie karcenogenne mikotoksyny jak aflatoksyny czy ochratoksyny oraz halucynogenne alkaloidy.

Argument o szkodliwości stosowania nawożenia mineralnego również nie znajduje oparcia w faktach. Nawozy mineralne, niefortunnie zwane sztucznymi, są naturalnymi minerałami tak jak nawozy potasowe, wapniowe lub fosforowe, magnezowe oraz mikroelementy będące produktami ługowania minerałów naturalnych.
Wśród stosowanych nawozów syntetyzowanymi de novo, są jedynie mineralne nawozy azotowe oraz organiczny mocznik. Powszechne stosowanie mikroelementów w postaci różnego rodzaju suplementów diety spożywanych w postaci tabletek nie wzbudza zastrzeżeń, a stosowa
nie analogicznych soli organicznych i chelatów w rolnictwie  odbierane jest jako szkodliwe. Precyzyjne stosowanie nawozów mineralnych pod zapotrzebowanie pokarmowe roślin stwarza mniejsze zagrożenie niż stosowanie 
nawozów organicznych. Rośliny 
nie korzystają z organicznych substancji zawartych w nawozach organicznych, z wyjątkiem mocznika, który pod wpływem ureazy jest hydrolizowany i następnie azot pobierany jest przez rośliny w formie mineralnej. Dużym mankamentem nawozów organicznych jest brak możliwości sterowania procesami mineralizacji w glebie i jednocześnie trudno jest takim nawożeniem zapewnić optymalne zaopatrzenie roślin w składniki pokarmowe co jest niezbędne dla uzyskania wysokich i dobrych jakościowo plonów. 

Powszechna niechęć do uprawy nowych odmian roślin genetycznie modyfikowanych w społeczeństwie, których uprawa została w wielu krajach, w  tym również 
w Polsce formalnie zakazana jest również przykładem chemofobii. Wykorzystywanie w hodowli nowych odmian modyfikacji genetyczne mających na celu zwiększenie efektywności nawozów, większą odporność na susze, zasolenie, zwiększenie odporności na patogeniczne drobnoustroje oraz mniejszą podatność na żerowanie szkodników, jest tym kierunkiem rozwoju, dzięki któremu ograniczony będzie wpływ rolnictwa na środowisko. Wątpliwości budzić może wykorzystywanie odpornych na herbicydy odmian, ponieważ może to kusić rolników do ich nadmiernego stosowania. Modyfikacje genetyczne roślin mające na celu wykorzystanie naturalnych mechanizmów obrony roślin przed patogenami i szkodnikami jak i efektywnie wykorzystujących nawozy oraz wodę należy uznać za działania, które zmierzają do ograniczenia, ograniczenie zużycia energii i są moim zdaniem kwintesencją ekologicznego rolnictwa.