Jak wyglądał ubiegły rok dla producentów mleka? Był to zdaje się ciężki rok ze względu na rosyjskie embargo oraz często krytykowane niskie kwoty mleka. Czy dużym producentom też dał się on we znaki?

Paweł Szakiewicz: Tak, był to ciężki rok. Mnie również limity dotknęły, gdyż także przekroczyłem kwotę. I teraz stoję przed dylematem, czy zapłacić karę, czy też może dokupić tej kwoty. A ich ceny też nie są za niskie. Jak wiadomo, kwoty na mleko znikają od pierwszego kwietnia, tym bardziej więc uciążliwe są ograniczenia za rok ubiegły. Ceny w ubiegłym roku spadły aż o ok. 30 procent.

Jaki będzie zatem bieżący rok dla producentów mleka?

Obawiam się, że po uwolnieniu kwot będzie jeszcze trudniej, gdyż ceny pójdą jeszcze bardziej w dół. Dlatego też moja sieć mlekomatów jest pewną alternatywną dla podstawowej działalności.

Skąd się wziął pomysł na założenie właśnie sieci mlekomatów?

Bardzo dużo osób przychodziło do mojego gospodarstwa i kupowało mleko, którego jestem producentem. Wiadomo, że każdy woli towar jak najmniej przetworzony, a najlepiej wcale, takim też produktem jest pełnowartościowe mleko, które można u mnie zakupić. Wtedy zacząłem się zastanawiać jak dotrzeć do jeszcze większej grupy klientów. Do klientów w miastach. Szukałem i znalazłem – pierwszy raz o mlekomatach, czyli urządzeniach do sprzedaży niepasteryzowanego mleka, usłyszałem w telewizji. Później drążyłem ten temat, próbując zdobyć możliwie dużo informacji. Wreszcie postanowiłem spróbować. I tak we wrześniu 2011 roku zainstalowałem pierwsze tego typu urządzenia w północnej części Polski.

Jakie plany rozwoju ma Pan wobec sieci?

Zamierzam na razie utrzymać to, co jest. Chcę poprzez sieć mlekomatów sprzedawać jak najwięcej moich produktów.

W ilu miastach są one obecnie dostępne?

W trzech: w Braniewie, Elblągu i Gdańsku, czyli w północnej i północo-wschodniej części Polski. Obecnie planuję się skoncentrować głównie na Trójmieście.

Wprowadzenie innowacji w tak tradycyjnej branży jak rolnictwo nie jest łatwe. Z jakimi przeszkodami musiał się Pan zmierzyć? Czy łatwo było przekonać innych do pomysłu i pozyskać inwestorów?

Wielkich przeszkód nie napotkałem, ale faktycznie nieraz wprawiałem w osłupienie niektóre osoby mówiąc o mlekomatach, które wtedy były zupełną nowością. Nie ukrywam, że było z tym trochę pracy biurokratycznej, ale się udało. Ponadto, już kilka miesięcy później zostałem Najbardziej Innowacyjnym Młodym Rolnikiem 2012 roku w kraju.

Gratuluję! Jednakże polskie rolnictwo nadal w znacznej mierze opiera się na dopłatach unijnych i chyba niewielu rolników traktuje je jako potencjalnie dochodowy biznes.

Polskie? Myślę, że nawet europejskie. Tylko jedni mają więcej środków, zaś inni mniej, przez co dla jednych jest to bardziej dochodowy biznes niż dla innych. No ale cóż, gdyby nasza powojenna historia potoczyła się inaczej, gdybyśmy nie trafili w szpony ZSRR a od początku byli z zachodem, gdyby objął nas Plan Marshalla, nasze polskie rolnictwo dziś byłoby na naprawdę wysokim pułapie. Sądzę nawet, że to my nadawalibyśmy ton rolnictwu europejskiemu. A tak cieszymy się że w ogóle udało nam się wejść do struktur UE i że Bruksela co jakiś czas sypnie nam kilka euro, choć rolnicy woleliby mieć stałe ceny na adekwatnym poziomie do kosztów produkcji i stabilne rynki zbytu.

Polacy stają się coraz bardziej świadomi w zakresie zdrowej żywności. Coraz więcej jest sklepów ze zdrową żywnością. Popularne stają się bazarki, na których sami rolnicy oferują swoje produkty. Czy sądzi Pan, że taka bezpośrednia forma dystrybucji będzie zyskiwać na popularności w Polsce? A może przeobrazi się z czasem w coś bardziej zorganizowanego?

Tak, uważam że bezpośrednia forma dystrybucji, czyli od producenta do konsumenta, będzie miała z roku na rok coraz więcej zwolenników. Tylko trzeba o tym więcej mówić, informować ludzi, że nie muszą wyjeżdżać nawet poza miasto, aby dostać produkty prosto od rolnika. Trzeba też informować, dlaczego lepiej spożywać np. mleko niepasteryzowane niż takie, które można dostać na półce w kartonie.

Społeczeństwo powoli zaczyna mieć dość chemicznej żywności, jaką serwują nam sieci supermarketów prześcigając się w pomysłach, jak przyciągnąć do siebie potencjalnych klientów. Klienci zaczynają odchodzić od kupowania w nich produktów rolnych. Są coraz bardziej świadomi i aktywnie szukają zdrowej żywności. Teraz z dofinansowaniem z UE powstają małe targowiska wiejskie.

Kto przyjeżdża na takie targowiska? Czy są to tylko lokalni klienci, czy też przyjeżdżają mieszkańcy okolicznych miast?

Są to zarówno lokalni klienci jak i mieszkańcy okolicznych miast. Oczywiście, potrzeba jeszcze co najmniej kilku lat, aby ten wiejski biznes targowiskowy się rzeczywiście rozwinął.

Trzeba mówić o tym, że żywność nieprzetworzona jest dostępna i do tego jest dostępna blisko dużych miast. Na pewno jest to żywność lepsza i zdrowsza. Odbywa się to na zasadzie sprzedaży bezpośredniej, a więc producent ma możliwość ominięcia całego szeregu pośredników. Każdy więc na takiej współpracy zyskuje.

Jest Pan nie tylko przedsiębiorcą, ale także angażuje się Pan politycznie. Jest Pan sołtysem w swojej miejscowości oraz pełni Pan funkcję radnego. Czy ma Pan ambicje na udział w życiu politycznym także na wyższych szczeblach administracji?

Zgadza się. Od kilku lat jestem sołtysem, zaś od prawie roku radnym. Cieszę się, że mogę skutecznie działać na rzecz lokalnej społeczności. Choć czasem jest to ciężka praca, bez wątpienia daje ona satysfakcję. Ambicje mam i uważam, że w życiu nigdy nie należy mówić „nigdy”. Nie można też być zbyt pewnym, co przyniesie jutro, gdyż jutro potrafi być przewrotne.

Czy udział w programie „Rolnik Szuka Żony” emitowanym przez TVP pomógł Panu w działalności firmy? Czy myśli Pan, że będzie Pan kontynuował znajomości, jakie Pan zawarł przy realizacji programu?

Nie, udział w programie Rolnik Szuka Żony nie pomógł mi w działalności firmy, a ja sam udział w tym programie traktowałem z przymrużeniem oka: głównie jako świetną przygodę życiową, dobrą zabawę, niezwykłe doświadczenie oraz możliwość poznania drugiej połówki. Jeśli chodzi o zawarte znajomości podczas realizacji programu myślę, że jak najbardziej będę kontynuował, mamy ze sobą dobry kontakt.

Udało się Panu tę drugą połówkę odnaleźć?

Udało mi się stworzyć związek. Ślubu jeszcze wprawdzie nie planujemy, ale na pewno udało się dzięki programowi nieco złamać stereotypy polskiego rolnika. Co dalej będzie, czas pokaże.