ą one szczególnie predystynowane do rozwoju OZE, na co wpływa z jednej strony duży potencjał wytwórczy, zaś z drugiej – niedowład infrastruktury elektroenergetycznej, największe koszty dystrybucji energii i mała gęstość zaludnienia.

Polska nie powinna ograniczać się do wymuszonego, ilościowego wypełniania zobowiązań zawartych w pakiecie klimatyczno-energetycznym, realizowanego przez oligopole producentów. Kierunkiem pożądanym jest raczej budowa zdecentralizowanych, autonomicznych systemów zaopatrzenia w energię, zarządzanych przez mieszkańców i lokalne podmioty gospodarcze, zwiększająca bezpieczeństwo energetyczne i dająca impuls do rozwoju ekonomicznego.

Tym samym inwestycja w OZE nie może być oceniana jedynie przez pryzmat dochodowości. Energia, podobnie jak surowce i wiedza, jest dobrem deficytowym i nie można zagospodarowywania biomasy, energii wiatru i słońca traktować jako produkcyjnego wyścigu o ilość i cenę, a w ogólnym bilansie należy zwracać uwagę̨ na skumulowane efekty środowiskowe, których składowymi są: bilans energetyczny, bilans CO₂, różnorodność biologiczna i krajobraz, a także na efekty społeczne.

Biomasa energetyczna powinna być wytwarzana w warunkach oszczędnego gospodarowania zasobami. Z tego względu z dużą ostrożnością podchodzę do upraw roślin energetycznych. Zazwyczaj „przemysłowe” pozyskiwanie biomasy nieuchronnie prowadzi do konkurencji o rolniczą przestrzeń produkcyjną, wraz ze wszystkimi negatywnymi skutkami ekonomicznymi, społecznymi i środowiskowymi.

Energetyczne wykorzystanie biomasy powinno w pierwszej kolejności dotyczyć odpadów rolniczych i z przetwórstwa spożywczego, z ewentualną domieszką np. kiszonki traw pozyskiwanych z trwałych użytków zielonych lub trawy i koniczyny ze zmianowania.

Koszto- i pracochłonność powoduje, że energetyka biomasowa może działać jedynie przy wsparciu środkami publicznymi, ale ich zaangażowanie należy traktować nie jako konieczne zło, które trzeba minimalizować, ale jako inwestycję w rozwój regionalny.

Produkcja biogazu jest najefektywniejszym sposobem energetycznego wykorzystania biomasy rolniczej, któremu powinno przyświecać motto - “substrat determinuje technologię”. Niestety, w naszym kraju w dalszym ciągu pokutuje przekonanie, że jedynym dobrym i sprawdzonym wsadem jest kukurydza, właściwą mocą jest 1 MW, a sposobem fermentacji jest tzw. fermentacja mokra – co wszystko składa się na tzw. “model niemiecki”, nota bene Niemcy gotują się ze złości kiedy słyszą to określenie. Nie muszę dodawać, że standardowo, większość ciepła powstającego w takich biogazowniach jest marnowana. Inwestorskie obiekty tego typu wcześniej, niż sądzimy dopadną poważne kłopoty ekonomiczne; problemy z akceptacją społeczną inwestycji są powszechnie znane.

Trzeba pogodzić się z oczywistością, że technologia i wielkość biogazowni powinna być dopasowana do rodzaju i ilości biomasy oraz rozbioru energii, a nie odwrotnie. Dobrze zaprojektowana biogazownia zamiast być utrapieniem wsi, może stać się podstawą lokalnego centrum energetycznego, zaopatrującego miejscowość w ciepło i energię elektryczną, a kto wie, może kiedyś także i w metan zasilający maszyny rolnicze?

Nadchodzi czas energetyki obywatelskiej i, niezależnie od tego, jak nowy paradygmat wytwarzania i konsumpcji energii podoba się rządzącym i koncernom energetycznym, zmiany są nieuniknione.